ŚLADAMI PRZESZŁOŚCI: Wojny napoleońskie w Sorkwitach. Mazurski epizod kampanii 1806–1807
Zima przełomu 1806 i 1807 roku była dla Mazur czasem przemarszów, kwaterunków i potyczek, które – choć nie przeszły do historii jako wielkie bitwy – głęboko zapisały się w lokalnej pamięci. Okolice Sorkwit znalazły się wówczas na trasie działań wojsk francuskich, pruskich i rosyjskich w trakcie kampanii napoleońskiej w Prusach Wschodnich.
Po klęsce Prus pod Jeną i Auerstedt w październiku 1806 roku armia Napoleona szybko przesunęła się na wschód. Wraz z nią wojna dotarła na tereny dzisiejszych Mazur. Region ten, przecięty jeziorami i lasami, stał się przestrzenią manewrów oraz odwrotów wojsk pruskich i rosyjskich, ściganych przez oddziały francuskie.
Pierwsze starcie w Sorkwitach miało miejsce 31 grudnia 1806 roku, podczas odwrotu wojsk pruskich w kierunku północnym. Wzmianki o tym wydarzeniu pojawiają się zarówno w kronikach pruskich, jak i francuskich.
Z relacji pruskich wynika, że straż tylna, wycofująca się z rejonu Rańska w stronę Sensburga (dzisiejszego Mrągowa), zajęła pozycje na przesmyku w Sorkwitach i odparła nacierającego przeciwnika. Francuskie zapisy z kolei potwierdzają kontakt bojowy w tym rejonie w dniach 30 i 31 grudnia. Sam fakt potyczki odnotowano nawet pół wieku później w encyklopedycznym opisie miejscowości, co świadczy o tym, że wydarzenie uznano za istotne dla lokalnej historii.
Znacznie bardziej znana była potyczka z 19 stycznia 1807 roku. Pruskie kroniki wojenne przedstawiały ją jako niemal całkowite zniszczenie oddziału francuskiego przez siły sprzymierzone. Podobne informacje pojawiły się w ówczesnej prasie.
Z kolei francuskie archiwa wojskowe podają zdecydowanie skromniejsze dane – w kronice jednego z pułków piechoty wymieniono czterech poległych żołnierzy: Duhaula, Thiébaulta, Kinglera i Félixa. Różnice w liczbach pokazują, jak odmiennie strony konfliktu relacjonowały te same wydarzenia.
Według lokalnej tradycji polegli Francuzi mogli zostać pochowani na cmentarzu w Gielądzie. Choć brak jednoznacznych dowodów archeologicznych, przekaz ten funkcjonuje w pamięci mieszkańców do dziś.
W monografii powiatu Sensburg sprzed ponad stu lat Karl Templin wspominał, że niewielki oddział rosyjskich Kozaków zaskoczył francuskie siły kwaterujące w Sorkwitach. Zgodnie z zapisem w kronice parafialnej Francuzi mieli wówczas przeszukiwać kościół i domy w poszukiwaniu butów oraz zaopatrzenia, co było typowe dla zimowej kampanii.
Kozackie podjazdy odgrywały wówczas istotną rolę w działaniach rozpoznawczych i nękających. W literaturze historycznej podkreśla się, że w zimowej kampanii 1806–1807 to właśnie oddziały kozackie skutecznie operowały w tzw. neutralnej przestrzeni między armiami, atakując niewielkie grupy przeciwnika i dezorganizując jego marsz.
Sorkwity nie były miejscem dużej, rozstrzygającej bitwy. Jednak ich położenie – między głównymi szlakami prowadzącymi w stronę Olsztyna, Lidzbarka Warmińskiego i dalej ku Królewcowi – sprawiło, że miejscowość stała się areną przemarszów i lokalnych starć.
Dla mieszkańców oznaczało to przede wszystkim uciążliwe kwaterunki, rekwizycje żywności i dóbr, a także niepewność jutra. Wkroczenie Wielkiej Armii wiązało się z ogołoceniem okolicznych wsi z zapasów, odzieży, a nawet obuwia. Była to codzienność zimowej kampanii, w której armie żywiły się kosztem ludności cywilnej.
Choć potyczki w Sorkwitach nie przesądziły o losach wojny, stanowią ważny element historii regionu. Pokazują, że Mazury były nie tylko tłem wielkiej polityki Napoleona, lecz realną przestrzenią działań wojennych, których ślady przetrwały w kronikach, legendach i lokalnych przekazach.
Zimowa kampania 1806–1807 roku pozostawiła po sobie nie tylko zniszczenia, ale również pamięć o małych, często zapomnianych epizodach. Sorkwity są jednym z takich miejsc – cichym świadkiem wojny, która na kilka miesięcy uczyniła Mazury częścią europejskiego konfliktu.
Może warto przy tej okazji wspomnieć, że z wpisu Napoleona w księdze pamiątkowej pałacu w Drogoszach (Donhofstadt) wynika, że w tym czasie, ówcześni właściciele majątku gościli Go w swoim pałacu. Mimo, że w tym czasie był okupantem ich kraju, traktowany był bardziej jako znamienity gość a nie wróg. Z wielu źródeł wynika, że wspomniana księga pamiątkowa w 1945r. wywieziona została, wraz z całą biblioteką, i przechowywana jest w zbiorach uniwersytetu w Toruniu.