WAŻNY TEMAT: Alarm z krótką pamięcią?
W Sejmiku Województwa Warmińsko-Mazurskiego rozbrzmiał alarm. Opozycja mówi o drastycznych cięciach środków z Funduszu Pracy na 2026 rok. Padają liczby – ponad 80-procentowa redukcja dla regionu, ponad 84-procentowa dla Powiatowego Urzędu Pracy w Kętrzynie. Słowa są mocne, ton poważny, przekaz jednoznaczny: to uderzenie w jeden z najsłabszych rynków pracy w kraju.
Trudno bagatelizować sprawę. Każde ograniczenie środków na aktywizację zawodową w województwie, które od lat zmaga się z wysokim bezrobociem, musi budzić pytania. Problem polega jednak na tym, że alarm ten brzmi dziś z ust środowiska, które przez osiem lat sprawowało władzę centralną i współkształtowało politykę rynku pracy w Polsce.
W latach 2015–2023 to właśnie rząd Zjednoczonej Prawicy decydował o konstrukcji Funduszu Pracy, algorytmach podziału środków oraz priorytetach gospodarczych państwa. W tym czasie powiat kętrzyński nadal pozostawał w grupie powiatów o najwyższej stopie bezrobocia w kraju. Wskaźniki spadały i rosły wraz z koniunkturą ogólnopolską, lecz strukturalny problem regionu nie został rozwiązany.
Nie jest to zarzut personalny. To obserwacja faktów.
Fundusz Pracy od lat finansuje roboty publiczne, staże, prace interwencyjne, dotacje na rozpoczęcie działalności gospodarczej. Instrumenty te są potrzebne – łagodzą skutki bezrobocia, pomagają wejść na rynek pracy osobom wykluczonym. Pytanie jednak brzmi: czy przez lata wysokiego finansowania udało się w powiecie kętrzyńskim stworzyć trwałe podstawy rozwoju, które zmniejszyłyby zależność od środków interwencyjnych?
Jeżeli region wciąż znajduje się w tej samej grupie statystycznej, to znaczy, że problem ma charakter głębszy niż poziom rocznej dotacji. Oznacza to, że wyzwaniem jest struktura gospodarki, odpływ młodych ludzi, brak dużych inwestorów i ograniczona baza przemysłowa – a nie wyłącznie wysokość środków z Funduszu Pracy.
Dzisiejszy spór ma także wymiar lokalny. W powiecie kętrzyńskim polityka rynku pracy realizowana jest przez instytucje kierowane przez osoby wywodzące się z określonego środowiska politycznego. Jeżeli więc dziś mówimy o zagrożeniu dla regionu, uczciwie byłoby spojrzeć również wstecz i zapytać, jakie działania podjęto w latach, gdy możliwości finansowe państwa były większe, a władza centralna sprzyjała temu środowisku.
Nie chodzi o przerzucanie odpowiedzialności. Chodzi o konsekwencję.
Jeżeli ograniczenie środków okaże się tak dotkliwe, jak zapowiadają samorządy, skutki będą odczuwalne. Mniej staży, mniej dotacji, mniej programów aktywizacyjnych. To realne ryzyko. Ale równie realne jest pytanie, czy sam Fundusz Pracy jest w stanie rozwiązać problem, który przez dekady nie znalazł trwałego rozwiązania.
W polityce łatwo jest wystąpić w roli obrońcy regionu. Trudniej odpowiedzieć na pytanie, dlaczego przez lata – przy większym budżecie i pełni decyzyjności – region nie wyszedł z grupy powiatów o najwyższym bezrobociu.
Alarm jest potrzebny, jeśli zagrożenie jest realne.
Ale pamięć również jest potrzebna – zwłaszcza w roku, w którym zaczyna się kampania.
Bo bezrobocie w powiecie kętrzyńskim nie zaczęło się w 2026 roku. I nie skończy się wyłącznie na zmianie algorytmu podziału środków.