WAŻNY TEMAT: Barciany przemówiły. Choć referendum nieważne, polityczny werdykt mieszkańców jest miażdżący
Niedzielne referendum w sprawie odwołania wójt Marty Kamińskiej nie osiągnęło wymaganej frekwencji, ale wynik głosowania mówi o nastrojach społecznych więcej niż jakiekolwiek sondaże. Do urn przyszło 880 mieszkańców, przy minimum 1497 wymaganych do uzyskania ważności. Spośród 873 ważnych głosów aż 840 opowiedziało się za odwołaniem wójt, jedynie 33 osoby były przeciw. Formalnie – urząd pozostaje w tych samych rękach. Politycznie – zaufanie społeczne zostało wycenione wyjątkowo jednoznacznie.
Ten wynik jest dowodem, że referendum nie było polityczną mistyfikacją, jak próbowało sugerować otoczenie wójt, lecz autentycznym plebiscytem mieszkańców. Głosy oddali ci, którzy czuli się pomijani, uciszani, ignorowani; ci, którzy sprzeciwiali się likwidacji trzech z czterech szkół; ci, którzy widzieli narastające zadłużenie, zamknięty styl rządzenia i pogłębiającą się przepaść między urzędem a mieszkańcami. Referendum pokazało, że władza może pozostać, ale jej legitymacja społeczna została poważnie naruszona.
Najbardziej charakterystycznym elementem tej kampanii była jednak atmosfera, która jej towarzyszyła. Zamiast spokojnej debaty o przyszłości gminy mieszkańcy zostali wrzuceni w wir brutalnej propagandy, agresywnego języka i personalnych ataków. W ostatnich tygodniach uruchomiono cały aparat medialny, którego zadaniem było wykreowanie obrazu wójt jako jedynej gwarantki „normalności”, a inicjatorów referendum – jako zagrożenia dla porządku publicznego. Do gry włączono osoby, które na co dzień nie są związane z gminą: dziennikarkę Marlene Szypulską, budującą wizerunek „rzetelnej” obserwatorki; Jarosława Żukowskiego, pojawiającego się zwykle tam, gdzie trzeba wyprodukować polityczną narrację; oraz Adama Sochę, kontrowersyjnego publicystę „Debaty”, który – nie znając lokalnego kontekstu – uznał, że referendum to zemsta wiceministra kultury Macieja Wróbla. Żadna z tych osób nie zadała sobie trudu, by sprawdzić fakty, rozmawiać z mieszkańcami czy poznać realne powody referendum. Gotowa teza była ważniejsza niż rzeczywistość.
Szczególnym narzędziem tej kampanii stał się profil „Murem za Kamińską”, który zamiast bronić argumentów, atakował ludzi – personalnie, inwektywami, półprawdami i manipulacjami, dopuszczając się publikowania prywatnych zdjęć mieszkańców. Miało to zastraszyć, ośmieszyć, wywołać efekt mrożący. Takich działań wcześniej w Barcianach nie było – i to nie inicjatorzy referendum przeciągnęli lokalną politykę na ten poziom. Zrobił to obóz władzy.
Kulminacją chaosu była końcówka kampanii, kiedy wójt Marta Kamińska wystąpiła w podcaście i poczuła potrzebę zdementowania „mitu”, jakoby była „pijaczką”. Conas.pl skomentował to wprost: „Jeśli na kilka dni przed referendum musisz wychodzić do ludzi i zapewniać ich, że nie jesteś pijaczką, to znaczy, że jest grubo.” Trudno o bardziej symboliczny obraz tego, jak bardzo urząd wytracił kontrolę nad własnym przekazem. Zamiast spokoju – defensywa. Zamiast programu – reakcje. Zamiast dialogu – poczucie oblężenia.
Dzień referendum również nie obył się bez kontrowersji. Po gminie poruszały się samochody oklejone naklejkami „Nie idę na referendum”, co stanowi jawną agitację w czasie ciszy wyborczej. Przed lokalem w Barcianach widziano przewodniczącą rady gminy, obserwującą, kto wchodzi do środka. Mieszkańcy zgłaszali te naruszenia, lecz Komisarz Wyborczy w Olsztynie odsyłał ich do prokuratury. W praktyce oznaczało to jedno: aparat instytucjonalny nie reagował na działania, które podważały uczciwość procesu.
Mimo tej presji setki mieszkańców przyszły zagłosować. To referendum – choć niewiążące – stało się pierwszym tak masowym aktem sprzeciwu wobec stylu rządzenia gminą od lat. I to pozostaje faktem, którego żadna propaganda, żaden hejt, żadne sprostowania ani wystąpienia nie są w stanie unieważnić.
Brak frekwencji nie oznacza braku problemów. Oznacza jedynie, że władza wygrała procedurą, a nie przekonaniem. To, że 840 osób – w gminie liczącej nieco ponad 4000 wyborców – zagłosowało za odwołaniem wójta, jest wynikiem, którego nie da się interpretować inaczej niż jako głębokie pęknięcie społeczne. Tego nie da się przykryć ani przypadkowymi statystami na zdjęciach, ani kolejnymi narracjami o „politycznej zemście”, ani próbami przypisywania referendalnej inicjatywy obcym środowiskom.
Władza może dziś ogłosić „sukces” tylko w jednym wymiarze: formalnym. W każdym innym – społecznym, emocjonalnym, politycznym – poniosła jednoznaczną porażkę. Referendum nie odwołało Marty Kamińskiej, ale odebrało jej coś znacznie ważniejszego: prawo do twierdzenia, że ma za sobą większość mieszkańców.
Trudno traktować to referendum jako wiarygodny miernik nastrojów mieszkańców. Przy takiej frekwencji wynik mówi raczej o mobilizacji jednej, najbardziej zaangażowanej grupy, a nie o realnej opinii całej gminy. W dodatku cała inicjatywa wygląda bardziej na polityczną przepychankę niż na troskę o faktyczne problemy. Komitet referendalny nie prowadził poważnej analizy przyczyn trudnej sytuacji gminy, tylko grał na emocjach:straszył likwidacją szkół, upraszczał temat zadłużenia czy wyciągał sprawę wynagrodzenia wójt, jakby to miało magicznie rozwiązać wieloletnie procesy demograficzne. Czy aby na pewno druga strona chciała „spokojnej debaty o przyszłości gminy”? Bo trudno o spokojną dyskusję, kiedy zamiast argumentów prezentuje się emocjonalne nagłówki, straszenie i selektywne informacje. Nikt z inicjatorów nie wspominał o rzeczywistych powodach ich zamykania ,czyli o dramatycznie niskiej liczbie uczniów, rosnących kosztach utrzymania szkół czy ujemnym saldzie demograficznym. Gmina nie zamyka szkół, bo „chce”, tylko dlatego, że roczniki są coraz mniejsze, a koszty utrzymania placówek z kilkorgiem dzieci potrafią pochłaniać środki, które później brakuje na transport, inwestycje czy pomoc społeczną.
Sztuką jest tyle napisać, by nic nie napisać. A prawda jest taka, że kolejne referendum zakończy się powodzeniem.
To nie tak, że referendum nie jest ważne. Jest ważne jak najbardziej. Co prawda frekwencja nie była wystarczająca do odwołania wójtki ale wyraźnie pokazuje jakie ma „poparcie” wśród mieszkańców gminy. Pytanie co w takiej sytuacji powinien zrobić człowiek honorowy? Dalej udawać, że wszystko jest w porządku? No ale to było pytanie do człowieka honorowego, godnego piastowania funkcji wójta, burmistrza czy prezydenta miasta.
bo zadanie ze strony kolesi Razem mozemy wiecej bylo zniechecic do udzialu w glosowaniu. Zostan̈ w domu strzel browara albo dwa. Lenistwem wygrano referendum.
Przy takich uwarunkowaniach prawnych i atmosferze, jaka się wytworzyła w Barcianach wynik jest zdumiewająco dobry. Obecnie trwają prace nad zmianą przepisów dotyczących referendum. „Wygrywać” referendum przez to że nie weźmie w nim udział odpowiednia liczba mieszkańców to przecież żadna wygrana. Taki stan prawny nie tylko nie mobilizuje obywateli do udziału w wydarzeniu demokratycznym ale wręcz zniechęca. Duża grupa nie bierze udziału w referendum ponieważ i tak nie wierzy w osiągnięcie żądanej frekwencji. Co do gminy Barciany to czy tam nie jest konieczne ustanowienie zarządu komisarycznego?
Nawet nie jestem z Barcian, tylko pracuję w okolicy, i patrząc z boku ewidentne jest że kamaryla złożona z aparatczyków będących oponentami obecnej pani Wójt ma ból dupy bo nie udało się jej odwołać za jakieś dęte zarzuty
weźcie lepiej podwórka posprzątajcie bo oczy bolą jak się jeździ, kłócicie się jak Kaczyński z Tuskiem i nic produktywnego z tego nie wynika
Na miejscu Pani Kamińskiej nie za bardzo bym „triumfował „bo trudno się nie zgodzić z Redaktorem portalu, że zaufanie społeczne zostało w znacznym stopniu podważone.
Moim zdaniem wynik referendum mógłby być zupełnie inny gdyby we wniosku o odwołanie Pani Marty Kamińskiej zawarto kwestie finansowe oraz styl i sposób sprawowania funkcji Wójta, a także bardzo słabe funkcjonowanie jednosek organizacyjnych (ZGK spółka z o.o. GOK,GOPS) nie mówiąc o kompletnym”rozlużnieniu” pracy Urzędu Gminy.
Natomiast w mojej opnii dołączenie do wniosku o odwołanie Pani Marty Kamińskiej z funkcji Wójta kwestii ifunkcjonowania Oświaty w Gminie Barciany było poważnym błędem.
Dlaczego, a to dlatego iż kto szczegółowo i racjonalnie przeanalizował decyzję władz Gminy (Wójta,Rady)o likwidacji placówek oświatowych na terenie Gminy (był na to cały rok) to powinien dojść do wniosku, że w takiej formule Szkoły w Gminie najzwyczajniej nie mogą funkcjonować.
Ze względów organizacyjnych ,demograficznych,a głównie ekonomicznych i nie podejmowanie działań przez Radę Gminy i Wójta w tym zakresie mógłby być odczytane jako zaniechanie, a wręcz doprowadzić zapaści finansowej Gminy ,dlatego większość zachowała się tak a nie inaczej.
Całkowita zgoda co do funkcjonowania oświaty w obecnej formuje. natomiast przerażająca jest ta bezradność aby przejść na funkcjonowanie szkół w innej formuje a mianowicie skorzystać z programu małe szkoły wiejskie. Ten właśnie program wymyślono aby uratować szkoły przed likwidacją. Przerażająca jest także sytuacja w radzie gminy. Z wyjątkiem kilku osób to tam nie zachodzą żadne procesy myślenia a już kuriozalna jest postać tego pana, który uważa wójta za swojego szefa. Myślę, że jedynym ratunkiem dla Barcian jest wprowadzenie zarządu komisarycznego. I o to trzeba wnioskować do wojewody.
Tak trzeba zgodzić się z „nickem „powyżej co do funkcjonowania Rady Gminy,a nawet poszczególnych Radnych .
Tak słabiutkiej Rady Gminy śmiem twierdzić mam na uwadze okres po1990 roku Barciany nie miały.
Przykładem mojego stwierdzenia niech będzie zachowania Radnych określających się jako ” opozycyjni” i co odbywa się Referendum dotyczące odwołania Wójta Gminy a w Komitecie Referendalnym nikt z Radnych „opozycyjnych” nie uczestniczył pytanie czy zabrakło odwagi czy merytoryki? Szanowni Państwo tak nie można uprawiać polityki (nawet gminnej)
to jest bardzo poważna odpowiedzialnośc,zresztą ustawodawca dał Radzie określone plenipotencje (Rada jest organem Gminy stanowiącym i kontrolnym) i trzeba z tego korzystać dla dobra publicznego.
Natomiast jeżeli organy Gminy(Rada,Wójt) nie realizują zadań wynikających z Ustawy poza Referendum jest inna możliwość powstrzymania takiego ciągu zdarzeń.
Pozwolę sobie zacytować jedną z takich opcji :
Art.97ust.1 Ustawy o Samorządzie Gminnym.
W razie nierokującego nadziei na szybką poprawę i przedłużającego się braku skuteczności w wykonywaniu zadań publicznych przez organy Gminy, Prezes Rady Ministrów, na wniosek ministra właściwego do spraw administracji publicznej, może zawiesić organy Gminy o ustanowić zarząd Komisaryczny na okres do dwóch lat nie dłużej niż do wyboru Rady oraz Wójta na kolejną kadencję
Są jeszcze inne możliwości wynikające z Ustawy o Samorządzie Gminnym (ale trzeba z tym aktem zapoznać)
A referendum to apel do tych ,którzy zainspirowali ten akt,aby nie popadać w zbytni pesymizm .
Ten jeden z mechanizmów demokracji można zgodnie z obowiązującm prawem powtórzyć
za 12 miesięcy .