WAŻNY TEMAT: Polityczna egzekucja, która nie wyszła…
Miała być demonstracja większości. Miał być sygnał dyscyplinujący. Miał być finał sprawy, która od tygodni elektryzowała gminę Barciany. Zamiast tego była konsternacja, nerwowe konsultacje i zdjęcie projektu uchwały z porządku obrad. Próba wygaszenia mandatu Pawła Lizaka zakończyła się nie decyzją, lecz proceduralnym zderzeniem ze ścianą.
To nie był drobiazg techniczny. To była sprawa o najwyższej randze – odebranie mandatu radnemu wybranemu w wyborach powszechnych. W takich sytuacjach nie ma miejsca na improwizację ani wątpliwości formalne. Tymczasem wystarczyło naruszenie przepisów przy pracach Komisji Skarg, Wniosków i Petycji, by cała konstrukcja prawna okazała się wadliwa.
Przez osiem tygodni – jak wynika z relacji z sesji – sztab ludzi analizował dokumenty, przygotowywał pisma, opinie i uzasadnienia. Energia rady została skierowana w jednym kierunku: doprowadzić do głosowania nad wygaszeniem mandatu. W tle pozostawały realne problemy gminy – zadłużenie, zobowiązania, inwestycje wymagające decyzji i nadzoru.
Efekt? Głosowania nie było.
Nie dlatego, że zabrakło woli politycznej. Nie dlatego, że ktoś zmienił ocenę sytuacji. Dlatego, że zabrakło elementarnej staranności proceduralnej.
To rodzi poważne pytania. Jeżeli w sprawie tak doniosłej jak wygaśnięcie mandatu popełniono błędy formalne, to jak wyglądała jakość pracy przy mniej spektakularnych sprawach – skargach, wnioskach, petycjach rozpatrywanych w ostatnich miesiącach? Kto ponosi odpowiedzialność za wadliwą opinię komisji? Gdzie był nadzór prawny?
Sprawa miała być dowodem na to, że rada „stoi na straży standardów”. Tymczasem stała się testem kompetencji. I ten test dla części kierownictwa rady wypadł niekorzystnie.
Nie chodzi o personalną satysfakcję kogokolwiek. Chodzi o zasadę. Jeżeli większość chce sięgać po najostrzejszy instrument wobec radnego – musi działać bezbłędnie. W przeciwnym razie pojawia się wrażenie, że prawo staje się narzędziem walki politycznej, a nie bezstronną normą.
W polityce lokalnej łatwo mówić o „przestrzeganiu prawa w granicach prawa”. Trudniej wykazać to w praktyce. Ta sesja pokazała, że między deklaracją a wykonaniem bywa przepaść.
Polityczna egzekucja nie doszła do skutku. Ale pozostawiła po sobie pytanie, które długo nie zniknie z lokalnej debaty: czy w Barcianach prawo jest tarczą chroniącą wspólnotę, czy narzędziem używanym wtedy, gdy ktoś staje się niewygodny?
W przekazywanych informacjach pojawił się argument, że Radny zasiadał w Stowarzyszeniu Sołectw „Razem możemy więcej”, które korzystało z gminnej świetlicy w Podławkach oraz użyczonego gruntu pod działalność. Skoro według obrony radnego wszystko było zgodne z prawem, to dlaczego stowarzyszenie zostało zlikwidowane dokładnie 12 lutego 2026 r., czyli już po sesji rady gminy, na której publicznie podniesiono ten zarzut. My również jako mieszkańcy mamy prawo dowiedzieć się, skąd ta zbieżność czasowa wynika, powody likwidacji tego stowarzyszenia?