WAŻNY TEMAT: „Wykluczenie komunikacyjne” z 30 kursami dziennie? Sprawdzamy liczby
Radny sejmiku województwa Piotr Soćko [PiS-red.] alarmuje o „realnym problemie z dojazdem” z Mrągowa do Olsztyna i mówi o wykluczeniu komunikacyjnym. Interpelacja, postulaty nowych linii, wnioski o pilne działania. Brzmi poważnie.
Sprawdźmy jednak fakty.
Z ogólnodostępnych rozkładów jazdy wynika, że na trasie Mrągowo – Olsztyn funkcjonuje około trzydziestu kursów dziennie. Pierwszy autobus odjeżdża o 4:27, kolejne w godzinach porannych kursują nawet co 10–20 minut. W ciągu dnia utrzymana jest regularna częstotliwość, a ostatnie połączenia są realizowane po godzinie 19:00.
To nie jest komunikacyjna pustynia.
Oczywiście, Mrągowo nie ma kolei – to fakt. Jednak w realiach województwa warmińsko-mazurskiego trudno wskazać wiele miast powiatowych z równie intensywną siatką połączeń autobusowych do stolicy regionu. W wielu gminach autobusy kursują dwa lub trzy razy dziennie, a w weekendy nie kursują wcale. Na tym tle Mrągowo znajduje się w zupełnie innej sytuacji.
Radny podnosi argument, że część kursów rozpoczyna się w innych miejscowościach i przyjeżdża do Mrągowa już zapełniona. Jeżeli takie sytuacje mają miejsce, wymagają analizy – to kwestia organizacyjna, nie systemowa. Od tego są badania potoków pasażerskich, korekty rozkładów i rozmowy z przewoźnikami.
Jednak określanie relacji z niemal trzydziestoma kursami dziennie mianem „wykluczenia komunikacyjnego” jest co najmniej dyskusyjne.
W debacie publicznej słowa mają znaczenie. Wykluczenie komunikacyjne to zjawisko realne i dotkliwe – dotyczy miejsc, z których nie da się dojechać do pracy czy lekarza bez prywatnego samochodu. Nadużywanie tego pojęcia w sytuacji, gdy autobus odjeżdża co kilkanaście minut, prowadzi do rozmycia problemu tam, gdzie rzeczywiście on istnieje.
Transport publiczny powinien być rozwijany – to nie ulega wątpliwości. Można dyskutować o zwiększeniu liczby kursów w godzinach szczytu czy uruchomieniu linii o charakterze użyteczności publicznej. Tyle że taka dyskusja powinna opierać się na danych, a nie na politycznej temperaturze.
Bo czasem realnym problemem nie jest brak autobusów. Czasem problemem jest nadmiar retoryki.
Zbliża się kampania wyborcza więc trzeba pokazać że się coś robi. Nie ważne co aby można było się pochwalić. Czekamy jeszcze na zdjęcie w schronisku w Pudwagach z karmą i przy lodówce społecznej na ul. Pocztowej jak to przed każdymi wyborami owy kandydat robił. Szkoda że tylko przed wyborami…