HISTORIE KRYMINALNE – Zabójczo silna miłość [odc. II]

Nakomiady – urokliwa i spokojna miejscowość na Mazurach w okolicach Kętrzyna. Jednak jak każde miejsce skrywa w swej historii swe mroczne sekrety, a dokładniej najstraszliwszą ze zbrodni, jaką może dopuścić się człowiek na człowieku – morderstwo i to podwójne, dokonane z zimną krwią.

ZAPRASZAMY DO PIERWSZEJ CZĘŚCI

W poprzedniej części dowiedzieliśmy się, że nasz główny bohater, młody „Casanova”, chcąc zarobić postanowił włamać się do mieszkania schorowanego mężczyzny Henryka G. w miejscowości Martiany. Włamanie skończyło się morderstwem Henryka G. i niespodziewaną wizytą syna starca – Marka.

Po otwarciu drzwi Marek zobaczył ciało swego ojca, oprawca natomiast zdążył ukryć się w mieszkaniu. Marek wpadł w rozpacz nie mogąc dobudzić ojca, lecz została ona przerwana słowami Jacka Z.: – jego już załatwiłem, a ty nie dasz mi rady!

– Stałem przy stole, zobaczyłem, że napastnik trzyma w ręku trzonek noża. Nie pamiętam, w której ręce. Trzonek był złamany, tak że pozostawało ostrze. Na stoliku leżał scyzoryk, był to scyzoryk z rączką, składany, całość była w granicach 15 centymetrów. Wziąłem krzesło i nogami skierowałem w kierunku napastnika – Marek G. tak później relacjonował spotkanie z mordercą ojca przed Sądem.

Pomiędzy nim, a Jackiem Z. doszło do walki podczas, której napastnik wytrącił ofierze stołek z rąk. Zaatakowany mężczyzna w akcie desperacji chwycił za ostrze noża napastnika, jednocześnie próbując ugodzić go scyzorykiem zgarniętym ze stolika. Niestety w trakcie szamotaniny Marek G. został dźgnięty nożem w pierś. Pomimo ciężkiej rany udało mu się zbiedź cudem z domu i udać w kierunku wioski. Nie pamiętał jak dotarł do pierwszych budynków, dzięki czemu został zauważony przez pewną kobietę. Ta natychmiast zaalarmowała pogotowie.

Jacek Z. również nie udało się wyjść z całego zajścia bez szwanku. Raniony został scyzorykiem pod pachę przez, co podczas próby ucieczki z miejsca morderstwa stracił przytomność. Pomimo tego udało mu się uciec z miejsca zbrodni na czas. Oddalił się od budynku na kilkaset metrów i z bezpiecznej odległości obserwował przybycie policji. Dopiero pod osłoną nocy postanowił wrócić do Nakomiad. Tam udał się do domu swojej kochanki, która opatrzyła jego rany. Po niecałym tygodniu udał się do Sątop, gdzie mieszkała jego ciotka, która na widok jego rany kazała udać mu się do szpitala. Ten jednak nie posłuchał jej rady wiedząc, że policja cały czas poszukuje sprawcy morderstwa i próby zabójstwa Marka G. Nie chciał zwracać na siebie uwagi, dlatego też postanowił wrócić do domu Wiesławy Z. swojej kochanki.

Ciąg dalszy nastąpi…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.