KĘTRZYN: Ostatni bramkarz z podwórka – zmarł „Krzyś”
Nie miał medali. Nie miał kontraktu. Nie miał nawet stałego adresu.
A jednak dla wielu chłopaków wychowanych w Kętrzynie między 2005 a 2020 rokiem był kimś więcej niż tylko stałym bywalcem boiska. Był legendą. Zmarł człowiek, którego wszyscy znali jako „Krzyśka”. Nie z gazet, nie z oficjalnych uroczystości, lecz z asfaltu, z bramki ustawionej między plecakami i z kętrzyńskich orlików.
Grał najczęściej na boisku dawnego Gimnazjum nr 2, dziś Szkoły Podstawowej nr 1. Pojawiał się też na szkolnym boisku przy ul. Kopernika, ale też na SP4 czy na boisku przy ul. Bydgoskiej. Wystarczyło, że brakowało bramkarza – a on już stał między słupkami. Nie bał się mocnych strzałów, rzucał się pod nogi, bronił „na maksa”, jak wspominają dziś ci, którzy z nim grali.
Był starszy. Czasem znacznie starszy od chłopaków z osiedla. A mimo to nigdy nie było między nimi dystansu. Potrafił przynieść lizaki, czekoladę, czasem drobiazg po meczu. Wygrana drużyna zabierała wszystko – jak w prawdziwej lidze. Nie miał rodziny. Nie miał stabilności. Ale miał coś, czego nie da się wpisać w żaden dokument – miał miejsce na boisku.
W czasach, gdy łatwo wpaść w nałóg i jeszcze łatwiej w samotność, on wybierał sport. Zamiast pić – grał. Zamiast znikać – przychodził na kolejne mecze. Był też tenisistą stołowym. Zawsze w ruchu. Zawsze wśród ludzi. Dla wielu młodych chłopaków był stałym elementem krajobrazu dorastania. Tak oczywistym, że nikt nie myślał, że kiedyś go zabraknie.
W komentarzach pojawiają się dziś słowa: „najlepszy golkiper”, „człowiek dusza”, „legenda jak Maradona”. To może brzmi przesadnie, ale tylko dla tych, którzy nie grali na podwórku. Bo podwórko ma swoich bohaterów. Cichych, nieoficjalnych, prawdziwych.
Nie każdy bohater nosi koszulkę z numerem. Nie każdy ma puchar. Niektórzy mają tylko bramkę zrobioną z plecaków i pamięć pokolenia. I to wystarczy, żeby zostać legendą kętrzyńskiego boiska.
Słyszałem anegdotę jak to „Krzyś „pokonał mistrza województwa w tenisa stołowego.Trenował i grał od maleńkości w tej dyscyplinę sportu miał poważanie i uznanie u każdego adepta,który przychodził na salę
szlifować formę bo Krzysiu lubił grać z każdym.Nie wiem czy to prawda,ale koledzy namówili mistrza województwa aby dał Krzysiowi wygrać seta,potem stała się rzecz nie bywała Krzyś drugi set wygrywa a umowa
była gry do dwóch wygranych.Teraz na dniach się dowiedziałem tej niesamowitej historii.
Gdy byłem dzieciakiem, Krzysiu zawsze był na orliku. Tak samo ubrany, tak samo pozytywny. Do dzisiaj pamiętam jak wychodził do połowy boiska, a kiedy parę lat później Neuer przyjął podobny styl gry, śmialiśmy się, że skopiował od Krzysia. Zdecydowanie zasłużył na to, aby zostać w jakiś sposób upamiętniony. Absolutna legenda, spoczywaj w pokoju [*]