OPINIA: 30 dni wojny na Ukrainie – co o niej wiemy?

W dniu wczorajszym minęło 30 dni od agresji Rosji na Ukrainę. Rosjanie zaatakowali z trzech stron: od wschodu [z samozwańczych republik w Donbasie], od południa [z zajmowanego Krymu], od północy [z terytorium należącego do Białorusi]. Jak podawali eksperci NATO, Amerykanie oraz Putinowski reżim z Kremla Ukraina miała wytrzymać 72 godziny od rozpoczęcia ataku. Na szczęście tak się nie stało, a Rosjanie do tej pory nie osiągnęli żadnych wyznaczonych celów. Co wiemy o tej wojnie? Jakie wnioski można z niej wyciągnąć?

To, co pierwsze rzuca się w oczy po 30 dniach wojny, to słabe osiągnięcia Rosjan i ciężkie straty poniesione przede wszystkim w sprzęcie. Rosjanie mogą odnotować również ogromne straty w żołnierzach: 15 tysięcy zabitych [w tym kilku generałów] oraz 30 tysięcy rosyjskich żołnierzy wziętych do nie woli lub widząc, co się dzieje zdezerterowali. Morale rosyjskiego wojska wisi na włosku, a wielu rosyjskich żołnierzy zaszczutych bezgraniczną propagandą myślała, że jedzie na wojskowe ćwiczenia. Również wiele można tutaj powiedzieć o bardzo słabym rozpoznaniu rosyjskich służb. Na Kremlu spodziewano się, że wejście rosyjskich wojsk do Ukrainy będzie odebrane przez ludność cywilną bardzo pochlebnie. Nikt nie spodziewał się tak wielkiego oporu narodu ukraińskiego.

W chwili obecnej Rosjanie kontrolują jedynie Mariupol, gdzie ludność cywilna przeżywa agonię, a ludzie umierają na ulicach z braku dostępu do wody i żywności. Rosjanie za swoje niepowodzenia wojskowe mszczą się na ludności cywilnej i coraz częściej odnotowuje się ataki na cywilów. Rosyjscy żołnierze dokonują zbrodni wojennych: ostrzeliwują infrastrukturę cywilną [m.in. szpitale czy bloki mieszkalne], mordy na cywilach poprzez ostrzały bombowe, coraz częściej mówi się o gwałtach na wschodzie Ukrainy. Jedynym pozytywem tej wojny jest brak bierności krajów zachodnich i NATO na to, co się dzieje u naszego wschodniego sąsiada.

Ta wojna natomiast wiele uczy i jest rewolucyjna pod wieloma względami.  Jest to pierwsza nowoczesna wojna w Europie i pierwszy, kinetyczny konflikt między dwoma rozwiniętymi państwami od czasu II wojny światowej, w dodatku w momencie, gdy środki do nagrywania i robienia zdjęć są powszechniejsze niż kiedykolwiek.

Najważniejszy wniosek dla nas, jaki należy wysnuć, to to, że nowoczesna wojna to tzw. wojna manewrowa. Nie mamy już wyraźnych linii frontu i milionów żołnierzy obstawiających szczelnie długie kreski na mapie. Wojna manewrowa opiera się o mobilność autonomicznych związków taktycznych, o przewagę sensoryczną, o dokonywanie rajdów i podjazdów, precyzyjne, punktowe natarcia mające na celu zajęcie konkretnego strategicznego obszaru, np. miasta czy przesmyku. Wojna zaczęła przypominać kampanie rodem z XVII wieku, tylko, że zamiast lisowczyków mamy wojska powietrzno-desantowe, zamiast husarskich chorągwi brygady pancerne, a wszystko to okraszone lotnictwem uzbrojonym w amunicję precyzyjną. Wybitnie to pokazuje, że nowoczesna silna armia nie musi być liczna. Liczy się przewaga doktrynalna, technologiczna, sprzętowa i sensoryczna. A nade wszystko morale.

Morale są dziś ważniejsze niż kiedykolwiek wcześniej. W dobie internatu i powszechności informacji, rosyjski żołnierz może wiedzieć, że jego koledzy dostają lanie pod Charkowem i Chersoniem, może widzieć spalone konwoje swojego wojska koło Czernichowa i branych w niewolę Rosjan w Kijowie. Natomiast obywatel Francji czy Polski dowiaduje się o bohaterstwie choćby pograniczników z Wyspy Żmij, czy o godnej podziwu postawie zarówno byłego jak i obecnego prezydenta Ukrainy, którzy bronią teraz stolicy. Nierozerwalnym elementem dzisiejszej wojny jest wojna informacyjna, wojna o umysły, którą Ukraina teraz wygrywa z kretesem.

Inną sprawą jest to, jak cenna jest powszechna umiejętność obsługi broni. Jakkolwiek byłem i jestem przeciwny zasadniczej służbie wojskowej, bo w dobie nowoczesnej wojny wielka armia poborowych ma w warunkach polskich małą wartość, tak promowanie kultury posiadania broni, promowanie ćwiczeń strzeleckich, organizacji pro-obronnych czy nawet przywrócenie przysposobienia obronnego w szkołach jest czymś, co należy wprowadzić. W Kijowie już drugiego dnia wojny wydano zwykłym cywilom 18 tysięcy sztuk broni automatycznej. Przyjeżdżała pod konkretny punkt ciężarówka ze skrzyniami z bronią i amunicją, przychodził obywatel, jeśli tylko chciał, brał kałacha i wracał do domu. Teraz Rosjan w Kijowie czeka prawdziwe piekło. Z każdego okna muszą teraz wypatrywać luf karabinów.

Warto również zastanowić się nad istotą jak powinno wyglądać obecnie armia. Wojsko ukraińskie nie posiada ogromnego zasobu ciężkiego sprzętu jak czołgi czy myśliwce wielozadaniowe. Ukraińcy oparli się od doktrynę defensywy, a napływ sprzętu z zachodu pozwala im prowadzić skuteczną obronę. Obecnie trwająca obrona Ukrainy pokazuje dla krajów zachodnich zwłaszcza dla Polski, czy krajów bałtyckich, że nowoczesna armia to nie czołgi, lecz mobilne lekkie niszczyciele czołgów oraz działa przeciwlotnicze/przeciwrakietowe krótkiego zasięgu [potencjał tej broni pokazała idealnie obrona Kijowa], flota bezałogowców, drony bojowe, ręczny sprzęt przeciwpancerny i przeciwlotniczy [np. broń typu NLAW, Javelin, Stinger, Igła i polski Piorun]. Również powróciła dyskusja nad współczesnym zastosowaniem czołgu w obecnej strategii i myśli wojskowej.

Po raz kolejny zastosowanie czołgu pokazuje brak wszechstronności i wykorzystania w obecnej wojnie tego typu sprzętu – to nie są już czasy II wojny światowej, gdzie naprzeciw siebie jak pod Kurskiem w 1943 roku staną dwie flotylle armii pancernych i będą na siebie nacierać. Ponownie mamy flashback zniszczonych czołgów z Groznego [szturm Groznego w Czeczenii lata 1994-1995], czy amerykańskich Abramsów podczas interwencji zjednoczonych sił w Iraku i Afganistanie, gdzie czołgi nie nadawały się do walk miejskich, a nawet w terenie otwartym. Nowoczesność naszej armii zależy również od tego, jakie decyzje będą podejmować wojskowi decydenci oraz parlamentarzyści i jaki kierunek obejmie w najbliższym czasie modernizacja polskiej armii.

Tak czy inaczej, wojna może potrwać jeszcze kilka dobrych tygodni, a w najgorszym scenariuszu nawet kilka lat – jak to miało miejsce podczas wojny w Czeczeni. Na naszych oczach kształtuje się historia. Niech to będzie dla nas wszystkich nauka i obyśmy wyciągnęli z tej wojny jak najwięcej wniosków, żeby zadbać w przyszłości o własne bezpieczeństwo.

opracowanie: Jakub Spyrka oraz Kacper Jędrzejczak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.